Przyznam Wam, że Dziadek coraz bardziej mnie zaskakuje:) Wrzucam tablice na stronę z dziadkowymi pomocami, do kolekcji. Fajnie mieć takiego Dziadka! Bez niego nasze montessoriańskie domowe przedszkole nie byłoby tak dobrze zaopatrzone:)
Dziecko, które naprawdę pokochało swoje otoczenie i wszystkie żyjące stworzenia, które odkryło radość i entuzjazm w pracy, daje nam powód, by mieć nadzieję … nadzieję na pokój w przyszłości. - Maria Montessori
wtorek, 31 stycznia 2012
Tablice Seguina
No i mamy! Prawdziwe tablice Seguina!:)
Przyznam Wam, że Dziadek coraz bardziej mnie zaskakuje:) Wrzucam tablice na stronę z dziadkowymi pomocami, do kolekcji. Fajnie mieć takiego Dziadka! Bez niego nasze montessoriańskie domowe przedszkole nie byłoby tak dobrze zaopatrzone:)
Przyznam Wam, że Dziadek coraz bardziej mnie zaskakuje:) Wrzucam tablice na stronę z dziadkowymi pomocami, do kolekcji. Fajnie mieć takiego Dziadka! Bez niego nasze montessoriańskie domowe przedszkole nie byłoby tak dobrze zaopatrzone:)
niedziela, 22 stycznia 2012
Zabawy dla niemowlaka
Jedna z Mam poprosiła mnie, żebym pokazała nasze zabawy dla niemowlaków. Jest mi bardzo miło, że te zabawy Wam się podobały i z przyjemnością pokazuję je jeszcze raz :)
Zabawka na rzepy od Dziadka

Pudełko niespodzianka: to był nasz tytułał przez jakiś czas... Chowałam w tym pudełku co kilka dni inne przedmioty, które miały ze sobą coś wspólnego. Te ze zdjęcia były wszystkie szorstkie.
Inne pudełko niespodzianka - pudełko po chusteczkach. W nim chowałam różne skarby, a mój niemowlaczek doświadczał różnych faktur.
Mazanie rączkami po soli, mące, kaszy...
Nakrętkowa zabawka od Dziadka - poobcinane górne części butelek przykręcone do drewnianej podkładki.

Poznajemy zwierzątka - książeczka + plastikowe zwierzątka i dopasowywanie.
I ciąg dalszy - do książeczki przyklejone karteczki samoprzylepne. Maluch odkleja i zgaduje, jakie zwierzątko kryje się za karteczkami.

Wrzucanie kamyczków do buteleczki po jogurcie.
Poznawanie pojęć: zimny i ciepły. W buteleczkach była woda o różnej temperaturze.
Poszukianie dzwoniącego budzika w kartonie wypełnionym kulkami z gazet zawiniętymi w foliowe torebki. Poza tym, te kule z gazet w torebkach same w sobie były fajną zabawką.... hmm, może zrobimy sobie znowu takie:)
Zabawka na rzepy od Dziadka

Pudełko niespodzianka: to był nasz tytułał przez jakiś czas... Chowałam w tym pudełku co kilka dni inne przedmioty, które miały ze sobą coś wspólnego. Te ze zdjęcia były wszystkie szorstkie.
Poznajemy zwierzątka - książeczka + plastikowe zwierzątka i dopasowywanie.
Wrzucanie kamyczków do buteleczki po jogurcie.
piątek, 13 stycznia 2012
Dziadkowe pomoce
A w międzyczasie Dziadek działa na pełnych obrotach:) Zrobił dla nas stojak na beleczki:
A dla innych maluchów zrobił taką fajną zabawkę:

U nas pomoce dziadkowe są użyciu praktycznie każdego dnia, czasem bardziej "po montessoriańsku":

Częściej jednak mniej:)


Nasz "złoty materiał" jest czerwony - a tu na dodatek liczby poukładane zupełnie przypadkowo:), tak się dziaciakom śpieszyło, żeby "TWORZYĆ WIELKIE LICZBY!":)

I konsekwentnie - czerwone dziesiątki:) "Zaszłość historyczna", domanowska, że tak powiem:) Tutaj bawimy się w naszą "grę w węża":
Nazywam to grą w węża, aczkolwiem z montessoriańską "snake game" ma to niewiele wspólnego - jest to nasz sposób na węża raczej:) Zasady naszej gry:
Zbieramy dwa komplety koralików potrzebnych do ułożenia wszystkich pięciu dziesiątek, jeden komplet wrzucamy do woreczka, drugi dzielimy między graczy (dwóch). Każdy gracz losuje z woreczka koraliki - jeśli ma parę wśród swoich, wymienia na dziesiątkę, - jeśli nie, koraliki wracają do woreczka. Gra kończy się gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich koralików, liczymy długości weżów każdego z graczy (po 10) - wygrywa ten, kto stworzy dłuższego węża.
A jeśli chcecie wiedzieć, jak to powinno wyglądać elegancko, wstąpcie do Ewy: tu i tu.
Jeśli, podobnie jak ja, nie potraficie zrobić dla Waszych dzieci takich cudeniek i uważacie, że te oryginalne są za drogie, a mimo wszystko chcielibyście, żeby Wasze dzieci mogły się nimi pobawić, piszcie: dodziecizpasja@gmail.com - Dziadek z pasją zrobi je dla Was:) Nie będą oryginalne, ale spełnią swoją rolę (oczywiście, jeśli o to zadbacie!:)).

U nas pomoce dziadkowe są użyciu praktycznie każdego dnia, czasem bardziej "po montessoriańsku":Częściej jednak mniej:)
Nasz "złoty materiał" jest czerwony - a tu na dodatek liczby poukładane zupełnie przypadkowo:), tak się dziaciakom śpieszyło, żeby "TWORZYĆ WIELKIE LICZBY!":)
I konsekwentnie - czerwone dziesiątki:) "Zaszłość historyczna", domanowska, że tak powiem:) Tutaj bawimy się w naszą "grę w węża":
Zbieramy dwa komplety koralików potrzebnych do ułożenia wszystkich pięciu dziesiątek, jeden komplet wrzucamy do woreczka, drugi dzielimy między graczy (dwóch). Każdy gracz losuje z woreczka koraliki - jeśli ma parę wśród swoich, wymienia na dziesiątkę, - jeśli nie, koraliki wracają do woreczka. Gra kończy się gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich koralików, liczymy długości weżów każdego z graczy (po 10) - wygrywa ten, kto stworzy dłuższego węża.
A jeśli chcecie wiedzieć, jak to powinno wyglądać elegancko, wstąpcie do Ewy: tu i tu.
Jeśli, podobnie jak ja, nie potraficie zrobić dla Waszych dzieci takich cudeniek i uważacie, że te oryginalne są za drogie, a mimo wszystko chcielibyście, żeby Wasze dzieci mogły się nimi pobawić, piszcie: dodziecizpasja@gmail.com - Dziadek z pasją zrobi je dla Was:) Nie będą oryginalne, ale spełnią swoją rolę (oczywiście, jeśli o to zadbacie!:)).
środa, 11 stycznia 2012
Ocenianie uczuć
Dziś chciałam napisać więcej o ocenianiu - tym razem o ocenianiu uczuć dziecka. Jeśli uda mi się Was sprowokować, będzie mi bardzo miło:) Zatem zaczynam:
Po kilku latach bycia mamą (niewielu wprawdzie:)) zrozumiałam coś bardzo ważnego, że uczuć nie da się ocenić. A może inaczej, ludzie to robią, ale nie powinni. Zarówno w stosunku do siebie samych, swoich bliskich i dalekich, a w szczególności w stosunku do małych dzieci, które całe są stworzone z uczuć i emocji. Jak często słyszycie słowa kierowane od dorosłego do dziecka: nie złość się, nie smuć się... ? Zbyt często niestety:(
Wyobraźcie sobie taką sytuację: jedziecie autem na lotnisko, od miesięcy planowaliście ważną dla Was podróż, przygotowywaliście się na nią i ma to być najważniejsza podróż Waszego życia. Jedziecie spokojnie, macie dużo czasu i nagle z podporządkowanej wyjeżdża przysłowiowa "baba" (facet w kapeluszu, jak kto woli:)). Oczywiście nie patrzy, wyjeżdża i ... bummm! Stłuczka! Oczywiście jakie słowa cisną się na usta, każdy kierowca wie. Ale Wy nie chcecie się spóźnić, więc wychodzicie w miarę spokojni, bo wierzycie, że "baba" wykaże skruchę, podpiszę protokół i spokojnie jeszcze zdążycie na samolot. Ale "baba" wychodzi z auta i wydziera się na Was, nie chce podpisać protokołu, chce wezwać policję... wiadomo, ile czeka się na przyjazd policji... Wyjazd przepadł... dodam tylko, że auto, którym jechaliście kupiliście 3 dni temu, za ostatnie pieniądze (wszystkie wydaliście na wyjazd), a wygląda na to, że nadaje się do kasacji... czekacie na tę policję, bezradni, wściekli do czerwoności... i wtedy podchodzi "dobry człowiek" i mówi: nie złość się, nie smuć się.... po czym dodaje: przecież nic się nie stało.
Spróbujcie wczuć się w tę sytuację dobrze (wyobraźcie sobie cokolwiek innego, co wkurza Was jak diabli!), a zrozumiecie, co może czuć dziecko, gdy słyszy takie słowa. Oczywista sprawa, że zepsuta zabawka, czy nakaz wyjścia z placu zabaw, ma się nijak do sytuacji powyższej. Oczywista? Dla dorosłych tak, ale dla małego dziecka nie ma błahych problemów. Niemożliwość poradzenia sobie z zapięciem guzika jest dla niego naprawdę ważnym problemem, który może je wkurzać! Może, dziecko ma prawo się złościć, jeśli tak właśnie czuje! Tak samo jak ja (przyznam się Wam, że to było dla mnie największym odkryciem - że ja też mam prawo do złości!)! Pomyślcie, co tak naprawdę Wam się nie podoba w złości? Czy ona sama, czy to jak Wasze dziecko się zachowuje, gdy się złości? Czy nie akceptujecie tego, że mały wkurza się na to, że nie pozwalacie mu oglądać bajki, czy raczej na to, że się drze i próbuje krzykiem tę bajkę wymusić? Czy martwicie się, że brat denerwuje się na siostrę? Czy raczej smuci Was to, że w złości ją bije? Wydaje mi się, że chodzi tu o zachowania, które są dla nas nieakceptowalne, a nie o uczucia. A słowa typu: nie złość się, dają wyraźnie do zrozumienia, że w naszej opinii uczucie to jest złe, mało ważne, nie na miejscu, itp. Uważam, że w ten sposób naruszamy integralność dziecka, nie szanujemy jego granic. To nie złość jest zła! ale to jak sobie z nią (nie)radzimy! Jeśli w złości dziecko nas kopie, nie wolno pozwalać na kopanie, a nie na złość! Złość już zaistaniała i nie mamy prawa jej oceniać, natomiast to co jest naszym obowiązkiem w tej sytuacji, to wykazać zrozumienie dla uczuć, a bezwzględnie, stanowczo i bez kompromisu przeciwstawić się kopaniu.
Czyli dyscyplinujmy nasze dzieci, ale bez naruszania ich granic!
Po kilku latach bycia mamą (niewielu wprawdzie:)) zrozumiałam coś bardzo ważnego, że uczuć nie da się ocenić. A może inaczej, ludzie to robią, ale nie powinni. Zarówno w stosunku do siebie samych, swoich bliskich i dalekich, a w szczególności w stosunku do małych dzieci, które całe są stworzone z uczuć i emocji. Jak często słyszycie słowa kierowane od dorosłego do dziecka: nie złość się, nie smuć się... ? Zbyt często niestety:(
Wyobraźcie sobie taką sytuację: jedziecie autem na lotnisko, od miesięcy planowaliście ważną dla Was podróż, przygotowywaliście się na nią i ma to być najważniejsza podróż Waszego życia. Jedziecie spokojnie, macie dużo czasu i nagle z podporządkowanej wyjeżdża przysłowiowa "baba" (facet w kapeluszu, jak kto woli:)). Oczywiście nie patrzy, wyjeżdża i ... bummm! Stłuczka! Oczywiście jakie słowa cisną się na usta, każdy kierowca wie. Ale Wy nie chcecie się spóźnić, więc wychodzicie w miarę spokojni, bo wierzycie, że "baba" wykaże skruchę, podpiszę protokół i spokojnie jeszcze zdążycie na samolot. Ale "baba" wychodzi z auta i wydziera się na Was, nie chce podpisać protokołu, chce wezwać policję... wiadomo, ile czeka się na przyjazd policji... Wyjazd przepadł... dodam tylko, że auto, którym jechaliście kupiliście 3 dni temu, za ostatnie pieniądze (wszystkie wydaliście na wyjazd), a wygląda na to, że nadaje się do kasacji... czekacie na tę policję, bezradni, wściekli do czerwoności... i wtedy podchodzi "dobry człowiek" i mówi: nie złość się, nie smuć się.... po czym dodaje: przecież nic się nie stało.
Spróbujcie wczuć się w tę sytuację dobrze (wyobraźcie sobie cokolwiek innego, co wkurza Was jak diabli!), a zrozumiecie, co może czuć dziecko, gdy słyszy takie słowa. Oczywista sprawa, że zepsuta zabawka, czy nakaz wyjścia z placu zabaw, ma się nijak do sytuacji powyższej. Oczywista? Dla dorosłych tak, ale dla małego dziecka nie ma błahych problemów. Niemożliwość poradzenia sobie z zapięciem guzika jest dla niego naprawdę ważnym problemem, który może je wkurzać! Może, dziecko ma prawo się złościć, jeśli tak właśnie czuje! Tak samo jak ja (przyznam się Wam, że to było dla mnie największym odkryciem - że ja też mam prawo do złości!)! Pomyślcie, co tak naprawdę Wam się nie podoba w złości? Czy ona sama, czy to jak Wasze dziecko się zachowuje, gdy się złości? Czy nie akceptujecie tego, że mały wkurza się na to, że nie pozwalacie mu oglądać bajki, czy raczej na to, że się drze i próbuje krzykiem tę bajkę wymusić? Czy martwicie się, że brat denerwuje się na siostrę? Czy raczej smuci Was to, że w złości ją bije? Wydaje mi się, że chodzi tu o zachowania, które są dla nas nieakceptowalne, a nie o uczucia. A słowa typu: nie złość się, dają wyraźnie do zrozumienia, że w naszej opinii uczucie to jest złe, mało ważne, nie na miejscu, itp. Uważam, że w ten sposób naruszamy integralność dziecka, nie szanujemy jego granic. To nie złość jest zła! ale to jak sobie z nią (nie)radzimy! Jeśli w złości dziecko nas kopie, nie wolno pozwalać na kopanie, a nie na złość! Złość już zaistaniała i nie mamy prawa jej oceniać, natomiast to co jest naszym obowiązkiem w tej sytuacji, to wykazać zrozumienie dla uczuć, a bezwzględnie, stanowczo i bez kompromisu przeciwstawić się kopaniu.
Czyli dyscyplinujmy nasze dzieci, ale bez naruszania ich granic!
sobota, 7 stycznia 2012
Cztery pory roku
Dzisiaj chciałam Wam pokazać kilka pomysłów na zabawy dotyczące pór roku, a także naukę nazw i kolejności miesięcy w roku.
Po pierwsze, oczywiście standardowy eksperyment z lampką i piłką, pokazujący, dlaczego pory roku się zmieniają.

Potem, prace plastyczne: dla młodszych uczących się sylab, LATO i ZIMA to dobra okazja do poćwiczenia (przygotowujemy odpowiednie sylaby, a dziecko nakleja je tak jak trzeba), natomiast dla starszych fanatyków pisania:) pozostawiłam pozostałe pory roku. Na koniec powiesiliśmy dzieła w odpowiedniej kolejności na naszej "wstążce dzieł" i oto one:
Dalej, zabawa talerzykami papierowymi. Tutaj możliwości jest wiele: poznajemy nazwy miesięcy, uczymy się identyfikować je z odpowiednimi porami roku, uczymy się pojęć kwartał i półrocze, widzimy ile miesięcy trwa jedna pora roku, a także, przy okazji, powtarzamy ułamki proste:)

I jeszcze gra: rzucamy dwoma kostkami, dodajemy liczbę oczek na każdej z kostek i kładziemy kamyk na odpowiednim miesiącu. Wygrywa ten, kto pierwszy ułoży cały rok. Wiem, wiem - w ten sposób nie da się ułożyć stycznia:) Na szczęście zainteresowny grą urodził się w styczniu, dlatego na początek każdy z graczy ma bonusa - może położyć kamyk na miesiącu swoich urodzin.

I tym sposobem tylko jedna osoba w naszej rodzinie ma szanse wygrać w tej grze... choć tak naprawdę wygrywamy wszyscy - miło spędzając wspólnie czas:)
Po pierwsze, oczywiście standardowy eksperyment z lampką i piłką, pokazujący, dlaczego pory roku się zmieniają.
Potem, prace plastyczne: dla młodszych uczących się sylab, LATO i ZIMA to dobra okazja do poćwiczenia (przygotowujemy odpowiednie sylaby, a dziecko nakleja je tak jak trzeba), natomiast dla starszych fanatyków pisania:) pozostawiłam pozostałe pory roku. Na koniec powiesiliśmy dzieła w odpowiedniej kolejności na naszej "wstążce dzieł" i oto one:
I jeszcze gra: rzucamy dwoma kostkami, dodajemy liczbę oczek na każdej z kostek i kładziemy kamyk na odpowiednim miesiącu. Wygrywa ten, kto pierwszy ułoży cały rok. Wiem, wiem - w ten sposób nie da się ułożyć stycznia:) Na szczęście zainteresowny grą urodził się w styczniu, dlatego na początek każdy z graczy ma bonusa - może położyć kamyk na miesiącu swoich urodzin.
I tym sposobem tylko jedna osoba w naszej rodzinie ma szanse wygrać w tej grze... choć tak naprawdę wygrywamy wszyscy - miło spędzając wspólnie czas:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)