Dziś chciałam napisać więcej o ocenianiu - tym razem o ocenianiu uczuć dziecka. Jeśli uda mi się Was sprowokować, będzie mi bardzo miło:) Zatem zaczynam:
Po kilku latach bycia mamą (niewielu wprawdzie:)) zrozumiałam coś bardzo ważnego, że uczuć nie da się ocenić. A może inaczej, ludzie to robią, ale nie powinni. Zarówno w stosunku do siebie samych, swoich bliskich i dalekich, a w szczególności w stosunku do małych dzieci, które całe są stworzone z uczuć i emocji. Jak często słyszycie słowa kierowane od dorosłego do dziecka: nie złość się, nie smuć się... ? Zbyt często niestety:(
Wyobraźcie sobie taką sytuację: jedziecie autem na lotnisko, od miesięcy planowaliście ważną dla Was podróż, przygotowywaliście się na nią i ma to być najważniejsza podróż Waszego życia. Jedziecie spokojnie, macie dużo czasu i nagle z podporządkowanej wyjeżdża przysłowiowa "baba" (facet w kapeluszu, jak kto woli:)). Oczywiście nie patrzy, wyjeżdża i ... bummm! Stłuczka! Oczywiście jakie słowa cisną się na usta, każdy kierowca wie. Ale Wy nie chcecie się spóźnić, więc wychodzicie w miarę spokojni, bo wierzycie, że "baba" wykaże skruchę, podpiszę protokół i spokojnie jeszcze zdążycie na samolot. Ale "baba" wychodzi z auta i wydziera się na Was, nie chce podpisać protokołu, chce wezwać policję... wiadomo, ile czeka się na przyjazd policji... Wyjazd przepadł... dodam tylko, że auto, którym jechaliście kupiliście 3 dni temu, za ostatnie pieniądze (wszystkie wydaliście na wyjazd), a wygląda na to, że nadaje się do kasacji... czekacie na tę policję, bezradni, wściekli do czerwoności... i wtedy podchodzi "dobry człowiek" i mówi:
nie złość się,
nie smuć się.... po czym dodaje:
przecież nic się nie stało.
Spróbujcie wczuć się w tę sytuację dobrze (wyobraźcie sobie cokolwiek innego, co wkurza Was jak diabli!), a zrozumiecie, co może czuć dziecko, gdy słyszy takie słowa. Oczywista sprawa, że zepsuta zabawka, czy nakaz wyjścia z placu zabaw, ma się nijak do sytuacji powyższej. Oczywista? Dla dorosłych tak, ale dla małego dziecka nie ma błahych problemów. Niemożliwość poradzenia sobie z zapięciem guzika jest dla niego naprawdę ważnym problemem, który może je wkurzać! Może, dziecko ma prawo się złościć, jeśli tak właśnie czuje! Tak samo jak ja (przyznam się Wam, że to było dla mnie największym odkryciem - że ja też mam prawo do złości!)! Pomyślcie, co tak naprawdę Wam się nie podoba w złości? Czy ona sama, czy to jak Wasze dziecko się zachowuje, gdy się złości? Czy nie akceptujecie tego, że mały wkurza się na to, że nie pozwalacie mu oglądać bajki, czy raczej na to, że się drze i próbuje krzykiem tę bajkę wymusić? Czy martwicie się, że brat denerwuje się na siostrę? Czy raczej smuci Was to, że w złości ją bije? Wydaje mi się, że chodzi tu o zachowania, które są dla nas nieakceptowalne, a nie o uczucia. A słowa typu:
nie złość się, dają wyraźnie do zrozumienia, że w naszej opinii uczucie to jest złe, mało ważne, nie na miejscu, itp. Uważam, że w ten sposób naruszamy integralność dziecka, nie szanujemy jego granic. To nie złość jest zła! ale to jak sobie z nią (nie)radzimy! Jeśli w złości dziecko nas kopie, nie wolno pozwalać na kopanie, a nie na złość! Złość już zaistaniała i nie mamy prawa jej oceniać, natomiast to co jest naszym obowiązkiem w tej sytuacji, to wykazać zrozumienie dla uczuć, a bezwzględnie, stanowczo i bez kompromisu przeciwstawić się kopaniu.
Czyli dyscyplinujmy nasze dzieci, ale bez naruszania ich granic!