Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 kwietnia 2014

Jajecznie

Dzisiaj chciałam Wam pokazać dwa pomysły na jajeczne zabawy.

Z tektury wycięłam kształt jajka, dzieci odrysowały, wycięły i podkleiły odpowiedni kształt kalki technicznej. Potem odrysowały na niej wszystkie elementy jajka,


 wszystko wykleiły kolorową bibułą
 i jajka zawisły na oknie.

I jeszcze mały eksperyment z jajkiem pozbawionym skorupki w taki sam sposób, jak u mamy domowej. Włożyliśmy je do wody - urosło, po czym dosypaliśmy do wody soli i zmalało. A wszystkiemu winna była osmoza:)





Efekty zostały opisane w naszych teczkach eksperymentatora:)

środa, 10 lipca 2013

Cienie

... czyli o tym, jak na naszym podwórku powstał zegar słoneczny:)

Bardzo lubimy zabawy cieniem.
Takie:

I takie też:


A słoneczna pogoda i dnie spędzane na słońcu prowokują do pytań o cienie. A zatem, czy cień stoi w miejscu i czy zawsze nasz cień jest taki sam? Sprawdziliśmy to! Odrysowaliśmy na chodniku nasze stopy i co godzinę stawaliśmy w tym samym miejscu i obrysowaliśmy kontur cienia, jaki rzucaliśmy. Okazało się, że cień bywa krótszy i dłuższy i przesuwa się. Dlaczego? Nie odpowiadałam, tylko przyglądałam się dzieciom i czekałam aż same wpadną. I wpadli!:) Zauważyli prawidłowość i wytłumaczyli mi ją:) 
Co więcej, codziennie o tej samej porze cień jest w tym samym miejscu i dzięki temu możemy sprawdzać, która godzina - to odkrycie także zostało dokonane samodzielnie przez dzieci:)


A pewnego wieczora zrobiliśmy sobie model naszego doświadczenia: przykleiliśmy laleczkę do globusa za pomocą plasteliny (czyt. grawitacji), postawiliśmy obok lampę i kręciliśmy globusem obserwując cień lalki. Wszystko się zgadzało!:)

sobota, 27 kwietnia 2013

Cykl życia żaby...

... dopiero  się rozpoczął:)



ciąg dalszy nastąpi, a my na pewno tam będziemy, żeby to zobaczyć ;)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Dzień Ziemi

Jak to się dzieje, że Ziemia, która jest kulą, na mapie jest płaska, podzielona na dwa koła, które nazywamy półkulami i Antarktydy na niej są dwie?!
Żeby to pokazać, otoczyłam małą piłkę niebieską ciastoliną, potem dzieci przyklejały kolejne kontynenty na tę kulę.

 

Potem wystarczyło rozciąć ciastolinę wzdłuż "południka" i rozłożyć na talerzykach. A gdy już wszystko było jasne, zastanawialiśmy się, co sprawia, że Ziemia jest szczęśliwa, a co - że jest smutna:


Segregowaliśmy śmieci:


Dowiedzieliśmy się ile czasu potrzeba, aby konkretne śmieci zniknęły z naszej planety:


I na opakowaniach szukaliśmy różnych oznaczeń związanych z ochroną środowiska:

wtorek, 19 lutego 2013

Zima z dziadkowymi zabawkami:)

Dziadku, specjalnie dla Ciebie z wielkimi podziękowaniami za Twoją PRACĘ!

Wieża i schody:


Cylindry - wszystkie na raz:


Bywa i tak... (puryści montessoriańscy zamknijcie oczy!:))


Szorstkie literki i cyferki także mają swój renesans:)


Tablice Seguina z obowiązkową rundą honorową ludzika lego:)


Nie wiem jak ta pomoc się nazywa (u nas zwana jest "koralikowymi trójkątami do dodawania"):


Przyszła zima i globus ręcznie malowany przez Dziadka pomógł nam po raz kolejny zobaczyć jak to się stało:)


I nawet jeśli sami tworzymy sobie zabawki (obrazki do zimowego wiersza, które potem wycinaliśmy i laminowaliśmy)



to i tak do zabawy nimi potrzebujemy czegoś, co zrobili dla nas Babcia z Dziadkiem (tablica z irchy, na której inscenizowaliśmy nasz zimowy wiersz:))

piątek, 13 lipca 2012

Mapa pogody

Duży kontur Polski pomalowaliśmy farbami.


Do mapy zrobiliśmy karty z różnymi typami pogody (z wacików, plasteliny, krepiny, naklejek, itd.) i zabawa gotowa:) Jedna osoba przedstawia prognozę pogody, a druga kładzie karty w opowiednich miejscach.



czwartek, 12 lipca 2012

Stacja meteo

Nasza lokalna bibioteka to niewyczerpane źródło inspiracji. Oto jedna z nich - pomysł na stację meteo.



Wiatrowskaz z pudełka po jogurcie, ołówka z gumką i słomki:


Deszczomierz z butelki plastikowej:


Barometr z butelki i ołówków:






wtorek, 12 czerwca 2012

Oceanarium

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić pewną refleksją, jaką wyniosłam po wizycie w oceanarium. Jestem ciekawa Waszych opinii na ten temat:)
Obserwowałam duże zorganizowane grupy szkolne, jakie nas omijały. Postanowiłam przyjrzeć się jednej z takich grup - dwie panie, pani przewodnik i dwadzieścia nakręconych dzieciaków:) W gdyńskim oceanarium jest świetna makieta Morza Bałtyckiego, dotarliśmy do niej a z nami wycieczka. Grupa spędziła przy makiecie jakieś 3 minuty! Pani przewodnik na szybko kazała naciskać dzieciakom różne przyciski, powiedziała im gdzie jest Gdynia, Oslo, ze dwie zatoki i gdzie Wisła uchodzi do Bałtyku. Wszystko to odbywało się przy akompaniamencie pań, które musiały co chwilę uciszać i upominać dzieci, które rozbiegały się we wszystkich możliwych kierunkach, przekrzykując się oczywiście i przepychając do przycisków. Po trzech minutach była komenda: w pary przy schodach! I dzieci z paniami ruszyły dalej...
My przy makiecie spędziliśmy jakieś pół godziny, oglądając dokładnie wszystko to, co interesowało dzieci - powtórzyliśmy kierunki świata, dowiedzieliśmy się, czym są fiordy, bawiliśmy się w ludziki podróżujące różnymi środkami lokomocji wokół i po bałtyku, dotknęliśmy każdej formy terenu, jaką znaliśmy z naszych zabaw na plaży (co być może nie było do końca dozwolone...), itp. itd. A gdy po odpoczynku na tarasie widokowym, moje dziecko zachciało jeszcze raz obejrzeć tę "fajną mapę Morza Bałtyckiego", wróciliśmy tam i spędziliśmy kolejne pół godziny.


 Potem zeszliśmy na dół, za nami wycieczka - nie jedna, ale ze trzy na raz:) I tam, wśród wielkich akwariów z bardzo ciekawymi okazami najróżniejszych zwierząt morskich zrobił się taki hałas, że pani przewodnik po kilku próbach przekrzyczenia dzieci, zrezygnowała a słychać było jedynie napominania wychowawczyń: nie krzyczcie, nie biegajcie, nie wkładajcie rąk do akwariów... Dzieci biegały więc to tu to tam, pstrykając zdjęcia z komórek...
Nie musieliśmy długo czekać, żeby wokół akwariów znów zrobiło się cicho, bo panie szybko straciły cierpliwość (i nie dziwię się im wcale!) i zaprowadziły dzieciaki do sklepiku. A my w końcu zaczeliśmy przyglądać się morskiej faunie i florze! Dokładnie, każdy zgodnie z zainteresowaniami i stosownie do wieku:) Znów spędziliśmy tam dobrą godzinę, dowiadując się naprawdę ciekawych rzeczy.




W sklepiku spędziliśmy jakieś 3 minuty:)

To co mnie zastanawia: jaki był sens tej szkolnej wycieczki? Jak wiele (poza gumowymi fokami ze sklepiku) dzieciaki z niej wyniosły? Pewnie trochę zapamiętały, coś je zachwyciło - ale nie miały czasu, żeby się tym nacieszyć, a spędziły w oceanarium tyle samo czasu, co my...
Dla mnie nasza wizyta w oceanarium to kolejny głos na TAK dla ED!:)

wtorek, 29 maja 2012

Nad stawem

Dziś wybraliśmy się nad staw:) Zaopatrzeni w lupę i lornetkę


kalosze


sitko na kiju i plastikowe łyżki


miskę i naszą "księgę przyrody"


poznawaliśmy naturę.

Jesteśmy strasznie wdzięczni miłemu panu na rowerze, który pokazał nam to miejsce! Będziemy tam częstymi gośćmi w najbliższych dniach, bo bardzo tam ciekawie:)

sobota, 26 maja 2012

Budowa rzeki

W ramach przygotowań do pierwszego w życiu dzieci spływu kajakowego, dziś bawiliśmy się w kilka zabaw - między innymi dowiedzieliśmy się trochę więcej o rzece (nie tylko o tej, którą będziemy płynąć).
Zbudowaliśmy sobie model rzeki z poduszek, apaszek i kocyka,


a potem podpisaliśmy kilka elementów jej budowy.


A za pomocą farby (czerwonej!?:)), z kawałka starej koperty (góry) i bibuły (rzeka i jej dopływ) zrobiliśmy model rzeki także na papierze.

A jutro cały dzień w kajaku...:)

środa, 16 maja 2012

W ogrodzie

Na początek mały update z naszego mini-ogródka warzywnego - dziś jedliśmy pierwszą sałatkę z własno (tzn. dzieci i Taty) ręcznie wyhodowanych warzyw!:)


A teraz o tym, co za zabawę wymyślił... Tata! Pewnego dnia przyniósł do domu pliczek kartek i powiedział: zalaminuj mi to proszę. Zadanie wykonałam, a potem cieszyłam się widokiem dzieci i Taty bawiących się razem.
Pliczek zawierał obrazki i podpisy wszystkich roślin, jakie rosną w naszym ogrodzie (łącznie z warzywami z mini-ogródka). Tata porozcinał karteczki, przyczepił sznureczki i było losowanie.



Dzieci losowały jedną kartkę i musiały znaleźć roślinkę (jeśli było trudno, Tata pomagał).
Karteczki zostały powieszone,


 albo wbite w ziemię obok.



Innego (deszczowego) dnia dzieci bawiły się w poszukiwaczy roślin. Tata przygotował listy, mama kalosze


i wyruszyli,


a gdy roślina została znaleziona, była "odhaczana" na liście.


Listy i flamastry leżą w koszu przed domem i dzieciaki mogą po nie sięgać, kiedy tylko mają na to ochotę. A list wcale nie jest mało, więc Tata zapewnił nam zajęcia na dobrych kilka tygodni:)