Święta upłynęły nam w rodzinnej atmosferze... wycinania liter do ruchomego alfabetu!:) Jeszcze przed Świętami Dziadek zrobił nam opakowanie i wydrukował litery na tekturze w odpowiednim kolorze. Potem tekturę zalaminowaliśmy i zajadając przepyszne ciasta, które upiekła Babcia, wycinaliśmy. Do dziś mam zdrętwiały jeden palec prawej ręki! Choć przyznam, że to Dziadek wykonał gro roboty. Próbowaliśmy też namówić Tatę do wycinania, ale po wycięciu jednego
b, stwierdził, że się nie da:) A dało się, sami zobaczcie:

Opakowanie rewelacyjne, wielkie i samo zachęca do pracy!:)

Rozpoczęliśmy od prostej prezentacji, żeby pokazać dzieciom materiał i jak z nim pracować.

Ale zabawy szybko nabrały własnego tempa i oto jedno z moich ulubionych
słuf:)

I zdanie napisane na fali ekscytacji naszą dzisiejszą stłuczką samochodową:

Swoją drogą, chyba najwyższa pora porozmawiać o ortografii i interpunkcji...:)
I jeszcze pomysł (nie mój oczywiście lecz dzieci), żeby dołączyć do zabawy mąkę kukurydzianą, która formalnie należy do zestawu razem z szorstkimi literami... i w tym zestawie nie była używana od tygodni:)

Ruchomy alfabet wędruje oczywiście na
stronę.